
-Jak to jest być wykonanym ręcznie?
Wzięliśmy wywiad od wróbelka — breloczka, który urodził się w naszej pracowni.Dalej — mowa bezpośrednia)
– Jestem szczęśliwy. Cieszę się, że mogę dawać ludziom ciepło i pozytywne emocje. Wiszę sobie na torbie czy portfelu — i wszyscy się do mnie uśmiechają, wąchają mnie i mówią, że pięknie pachnę wanilią. A ten zapach towarzyszy mi już od dość dawna…
– Moje pierwsze wspomnienie? To moment, kiedy projektanci narysowali mnie na papierze. Bardzo spodobał mi się mój szkic: czerwony tułów i złoty ogonek — to najlepsze, co może być dla wróbelka! Teraz to moje ulubione kolory. Krawcowa wykroiła tkaninę i zszyła mnie razem. Wypełnienie, ponowne zaszycie – i oto jestem już prawdziwym ptakiem. I tak bardzo chce mi się wzlecieć!
– A potem? Zaniosły mnie do działu farbowania. Zapach tam był fantastyczny! Pokryli mnie waniliowym roztworem, żeby ładnie pachniał. Lubię cieszyć innych swoim aromatem).
– Najbardziej magiczny etap? Dla mnie to malowanie. Wszystko zależało od rąk i emocji artystki, która mnie malowała. Jak bardzo jej jestem wdzięczny! Płynne i pewne ruchy pędzla nadawały mi skrzydeł. Zapierałem dech, żeby przypadkiem nie rozproszyć mistrzyni i nie przerwać tego czarodziejskiego procesu. Nigdy nie zapomnę tych ciepłych rąk, które mnie ożywiły! Nie da się przekazać szczęścia, które przeżyłem, uświadamiając sobie: "Tak, stałem się najlepszym breloczkiem-wróbelkiem!". Przynajmniej tak szepnęła mi artystka, kiedy byłem gotowy...
– Czy jestem szczęśliwy? Tak, jestem szczęśliwy być tu i teraz, chronić tę torbę i poznawać otaczający świat podczas podróży mojej właścicielki. I, wiecie, ja naprawdę jestem śliczny)




